Nocą deszcz stukał o parapet. Będąc w półśnie, wyobrażałem sobie, jak ziemia opija się wodą, by zmartwychwstający świat miał siłę się zielenić.
Kilkanaście godzin później – wracając z pracy – starałem się nie myśleć o niczym. Wychodząc z tunelu koło GUS-u, widziałem kałużę, która, wypisz-wymaluj, wyglądała jak popiersie jakiegoś garbatego łysola…

I została po nim tylko mokra plama. Spoczywaj w pokoju garbaty łysolu.