Współczesna grudziądzka sztuka „naskalna” nie ma wiele wspólnego z tym, co można zobaczyć w słynnym Lascaux. Ruiny w nadwiślańskim buszu pomazane sprayem, gdzie ludowe sacrum bez cienia żenady idzie pod rękę z profanum. Papież Polak, wszędobylskie chuje, tu i ówdzie pokraczny kosmolud. Nieopodal, w swoistej kontrze do osobliwej tubylczej ikonografii, niebieszczą się pierwsze kwiaty przylaszczek (między puchami po piwsku).
Idąc zboczem wzdłuż Wisły, na odcinku kilkuset metrów naliczyłem aż pięć ciał myszołowów. Wiatr rozwiewał pióra z obojętnością godną natury.
Nie interesują go lokalne symbole, nie wydaje także wyroków…

Ptasia grypa? A może ptasie móżdżki strzelały z wiatrówki w ptasie cele? Albo, co bardziej prawdopodobne, zatrute szczury pociągnęły za sobą na tamten świat pierzastych łowców? No chyba, że to trutka przygotowana specjalnie dla ptaków…
Cześć, tym razem to chyba rzeczywiście ptasia grypa (https://pomorska.pl/to-juz-potwierdzone-znalezione-w-grudziadzu-myszolowy-padly-na-ptasia-grype/ar/c1p2-28758677)
No to słabo 🙁
O ile „czynniki ludzkie” da się wyeliminować, to z wirusami walka nie będzie łatwa i ofiar może być dużo.