Pisząc poprzednią notatkę, nie chciałem rozbudowywać wątków pobocznych. Już po opublikowaniu tekstu uznałem jednak, że warto coś dopowiedzieć.
Podczas ubiegłorocznego wypadu do Trzęsacza nie trzymałem się ściśle planu. Wkrótce po rozstaniu z „Heksą”, idąc szosą w kierunku Bydgoszczy przez Strzelce Dolne – wieś znaną ze śliwkowych powideł – wypatrzyłem z daleka czuprynę innej sokory (rosła w pasie zadrzewień między polami). Gdy podszedłem bliżej, okazało się, że drzewo ma w „pasie” ponad osiem metrów (dokładnie 812 cm) i jedną z najbardziej imponujących koron, jakie dotychczas widziałem (zerknijcie proszę na fotografie, które załączam poniżej). Niestety, jego pień był uszkodzony i – podobnie, jak w przypadku wielu innych nadwiślańskich topoli – był naznaczony ogniem. Co ciekawe, na tę chwilę, sokory tej nie ma w żadnych rejestrach. Chciałbym powiedzieć to jasno – idąc ku temu drzewu, zupełnie nie spodziewałem się jego wielkości. Co więcej, już po powrocie do domu, sprawdzając, jak prezentuje się ono na zdjęciach satelitarnych, wciąż byłem zdziwiony. Bazując wyłącznie na nich, absolutnie nie zwróciłbym na nie uwagi.
Traktuję to jako lekcję na przyszłość. Coś mówi mi, że okolica może kryć jeszcze niejedną niespodziankę tego rodzaju. Trzeba będzie zatem jeszcze tu wrócić i dokładniej powęszyć 🙂




