„Drzewo Roku” 2026 Klubu Gaja / Działamy! (dla naszych topól)

Ale ten czas zasuwa… Z początkiem miesiąca wystartowało głosowanie w tegorocznej edycji „Drzewa Roku” – ogólnopolskiego plebiscytu organizowanego przez Klub Gaja, jedną z najstarszych krajowych niezależnych organizacji pozarządowych, zajmujących się tematyką ekologiczną. W związku z tym, przez cały czerwiec internauci mogą oddawać głosy na szesnaście wyjątkowych drzew z całej Polski. Z mojego punktu widzenia najistotniejsze jest to, że w gronie finalistów (obok dębów, lip, sosny i klonu francuskiego) znalazły się dwie topole – grudziądzka „Marzanna” oraz tzw. „Topola Obrońców” z warszawskiej Ochoty – „Warszawskie Drzewo Roku 2025” – zgłoszona przez Zarząd Zieleni m.st. Warszawy.

Ci, którzy śledzą wpisy na moim blogu, wiedzą, że „Marzanna” – nadwiślańska sokora o unikalnym pokroju – regularnie się przez nie przewija. To moja stara znajoma. Zetknąłem się z nią po raz pierwszy jako dzieciak i spotkanie głęboko mnie poruszyło. Od tamtej chwili upłynął szmat czasu, i choć od wielu lat nie mieszkam już w Grudziądzu, nie mogę przestać o niej myśleć. Niestety, obecnie jest ona tylko cieniem dawnej siebie. Dzisiejsze wizyty u niej mają w sobie coś z odwiedzin u bliskiego krewnego, który gaśnie w nadrzecznym hospicjum. Oglądanie kogoś, z kogo ucieka życie, a komu nie da się przywrócić dawnych sił, bywa przygnębiające. Jednocześnie w głowie kłębi się wiele innych uczuć – na pewno są wśród nich także czułość i wdzięczność. „Marzanna„, choć coraz bardziej rozpływa się w otaczającym ją krajobrazie – tracąc gałęzie i konary, zlewając się z płótnem nadrzecznej skarpy i samą Wisłą – wciąż w jakiś sposób go determinuje. Co więcej, wydaje się być coraz mniej drzewem w potocznym sensie, a coraz bardziej procesem – swoistą lekcją przemijania, której nie da się właściwie opisać słowami, czy uchwycić na zdjęciu. Wobec czegoś takiego nie da się przejść obojętnie.

Z wizytą u „Marzanny” – 2 maja bieżącego roku.

Oczywiście, nie mam złudzeń, że internetowe konkursy rozwiązują problemy ochrony przyrody. Jeśli chodzi o grudziądzką sokorę, to udział w plebiscycie nie przywróci jej dawnej korony, nie zabliźni ran będących dziełem wandali i żywiołów, ani nie cofnie procesu próchnienia. Może jednak przyczynić się do czegoś ważnego – poszerzyć krąg osób, dla których drzewa przestaną być anonimowym elementem tła. To naprawdę wiele – i chwała za to Klubowi Gaja. Od zauważenia kogoś lub czegoś bardzo często bowiem zaczyna się troska.

Drugą z topól, które znalazły się w finale, jest „Topola Obrońców” – warszawska topola kanadyjska odmiany późnej, żółtolistnej (Serotina Aurea), rosnąca przy ulicy Grójeckiej na Ochocie, w sąsiedztwie pomnika Barykada Września. To drzewo-pomnik w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Jest świadkiem miejsca, w którym splatają się pamięć o bohaterskich obrońcach Stolicy, dramat „Zieleniaka” oraz codzienność współczesnego miasta. Wokół niej wyrasta bezduszna zabudowa. Gdy patrzę na zdjęcia prezentujące jej sylwetkę, udostępnione na potrzeby „Drzewa Roku”, mam nieodparte wrażenie, że miejsce, w którym ją posadzono w okresie międzywojennym, przestaje być dla niej gościnne. Formalny status pomnika przyrody oczywiście ma znaczenie, ale nie jest magiczną tarczą. Stare drzewo rosnące w wielkim mieście potrzebuje czegoś więcej niż urzędowej tabliczki i wpisu w rejestrze. Wymaga uwagi, dobrego sąsiedztwa, odpowiedzialnych decyzji oraz społeczności, która nie tylko rozpoznaje, co jest ważne, ale – gdy okoliczności tego wymagają – potrafi to zdecydowanie artykułować.

Warszawska „Topola Obrońców” – jedno ze zdjęć, będących wizytówką drzewa na stronie prezentującej finalistów plebiscytu „Drzewo Roku” 2026 Klubu Gaja [źródło].

W świetle powyższego, gorąco zachęcam do wzięcia udziału w plebiscycie i oddania głosu na nasze topole. Nie będę jednak udawał bezstronnego – moje serce niezmiennie pozostaje przy grudziądzkiej sokorze. Nie pogniewam się jednak, jeżeli bliższa jest Wam opowieść warszawska i wybierzecie „Topolę Obrońców”.

Pierwszy ranking cząstkowy (opublikowany 6 czerwca) nie urywa głowy. „Marzanna” miała wówczas 63 głosy, a „Topola Obrońców” 69. Liderzy (głównie dęby) są znacznie dalej. Nie piszę tego, by się żalić, tylko by wskazać, iż mam świadomość istniejącego wyzwania. To jasne, że w tego rodzaju „wyborach” wygrywają nie tylko drzewa, ale przede wszystkim społeczności zgromadzone wokół nich. Bywam czasem naiwnym idealistą i chcę wierzyć, że ta nasza topolowa społeczność dopiero się zbiera. Nie mam zbyt dużych zasięgów, ale nie przeszkadza mi to w podejmowaniu zakulisowych działań, by była ona jak najszersza. W miarę możliwości inwestuję w materiały promocyjne – ulotki, plakaty, koszulki, równolegle piszę, przypominam i proszę. Wychodząc ze swojej introwertycznej strefy komfortu, podrzucam też informacje mediom, uruchamiam znajomości oraz odzywam się do ludzi, którym – mam nadzieję – los drzew nie jest obojętny.

Próbka moich materiałów promujących głosowanie na „Marzannę” w tegorocznej edycji plebiscytu „Drzewo Roku” Klubu Gaja.

Szczególnie zależy mi na aktywizacji placówek oświatowych. Wysyłając maile, zachęcam dyrekcje oraz nauczycieli, by potraktowali konkurs jako pretekst do kształtowania w swoich wychowankach postaw szczególnie ważnych w dzisiejszych czasach – troski o środowisko, uważności, empatii, odpowiedzialności za świat, czy budowania solidarnej wspólnoty. Aktywne włączenie się w akcję mogłoby pokazać, że szkoła, czy przedszkole może być miejscem, które nie tylko przekazuje „suchą” wiedzę, ale także formuje młodych ludzi wrażliwych na przyrodę, historię i sprawy społeczne. Dzieci i młodzież dopiero poznają, jak funkcjonuje świat. To, czego nauczą się teraz, może pozostać z nimi na całe życie. Jeśli sędziwe drzewo zostanie im przedstawione jako bezwartościowy szrot – przeszkoda przy budowie parkingu, obiekt zacieniający działkę albo kłopot administracyjny, w przyszłości mogą podejmować decyzje, patrząc dokładnie z takiej perspektywy. Jeśli jednak zobaczą w nim świadka przeszłości, sąsiada, część lokalnej opowieści, czy żywy organizm tworzący przestrzeń dla innych istot, natenczas jest szansa, że kiedyś zareagują inaczej.

Idealistycznie zakładam, że mądra szkoła może pokazać, że przyroda, o którą warto walczyć, jest wszędzie wokół nas – nad rzeką, w parku, przy ruchliwej ulicy, na dawnym targowisku, czy przy ścieżce, którą codziennie chodzimy, nie poświęcając jej zbytniej uwagi. Drzewa mogą być świetnymi nauczycielami, ale nie mówią wprost – należy się przy nich chociaż na moment zatrzymać i zadać sobie trud zastanowienia się, co mogłyby mieć do powiedzenia.

Na ile moje działania okażą się skuteczne? Niestety, idę trochę na wyczucie i niestety nie jestem w stanie przewidzieć skutków…

Kończąc ten wpis, pozostawiam Was z prośbą – jeśli możecie, zagłosujcie proszę na jedną z bohaterek dzisiejszej notatki i udostępniajcie informację dalej. Głosowanie odbywa się na stronie drzeworoku.pl. Należy wybrać drzewo, zaakceptować regulamin, podać adres e-mail, a następnie potwierdzić głos, klikając w link otrzymany w wiadomości.

Zielona wieża na straży Ujścia (topola kanadyjska z Mikoszewa)

W połowie lipca tego roku kilka dni spędziliśmy na Wyspie Sobieszewskiej. Nasz pobyt zbiegł się w czasie z nadejściem niżu genueńskiego, który sprowadził do Polski cyklonalną pogodę.

W przerwach między opadami dwukrotnie odwiedziłem ujście Wisły. W okolice Świbna i Mikoszewa ciągnie mnie nie tylko z powodu Rzeki, ptaków i fok. Nieco ponad półtora kilometra na północ od przeprawy promowej – na prawym brzegu, znaleźć można też coś innego, ale również wartego uwagi. Maszerując ścieżką biegnącą równolegle do nabrzeża, w ciągu około trzydziestu minut można dotrzeć do pozostałości pomostu cumowniczego. Tuż obok stoją klockowaty bunkier oraz górująca nad otoczeniem stara topola kanadyjska (Populus × canadensis ‘Robusta’).

Co ciekawe, jeszcze do niedawna było tu trochę inaczej. Od stycznia 1949 roku w tym miejscu działała bowiem strażnica Wojsk Ochrony Pogranicza, później przekształcona w  Punkt  Obserwacji  Wzrokowo-Technicznej, podległy Straży Granicznej. Przeglądając  Wikimapię trafiłem na archiwalną fotografię, na której przy wspomnianym pomoście widać jednokondygnacyjny budynek kryty czerwonym gontem oraz wysoką wieżę obserwacyjną.

Dawna Strażnica nr 103 i 98 WOP oraz POWT nr 62 SG i PKRR (Mikoszewo) – przed 2012 rokiem; obecnie budynek i wieża już nie istnieją [źródło].

Zadaniem tutejszych pograniczników była kontrola jednostek kursujących między Przekopem a wodami Zatoki Gdańskiej oraz obserwacja okolicy, celem ochrony granicy morskiej. Po wejściu naszego kraju do strefy Schengen, ów punkt przestał być potrzebny. W efekcie, budynek i wieża sukcesywnie popadały w ruinę, by ponad dekadę temu zostać rozebrane.

Dzisiaj mamy ten komfort, że można wypływać Wisłą na morze bez formalności. Wojskowa infrastruktura powoli popada w zapomnienie, ale towarzysząca jej topola – niczym wysoka, zielona wieża niezłomnie stoi na straży Ujścia. Topole mieszańcowe mają opinię problematycznych, ale ta konkretna „kanadyjka” wydaje się być wyjątkowo na miejscu. Po pierwsze – to ostatnia wielka topola, jaką zobaczycie spływając Rzeką (rośnie zaledwie dwa kilometry od ujścia i dla mnie osobiście stanowi swoistą formę kilometrażu). Po drugie, gdy patrzy się na jej koronę, wyraźnie wystającą ponad linię okolicznych drzew, trudno oprzeć się wrażeniu, że posadzono ją po to, by z wyprzedzeniem wskazywała lokalizację ówczesnej Strażnicy.

Sylwetka bohaterki niniejszego wpisu, widoczna z pokładu promu dolnolinowego, kutra rybackiego oraz packrafta.

Oczywiście, to jedynie moje domniemania, ale faktem jest, że drzewa z rodzaju Populus rzeczywiście mogą pełnić tego typu rolę. Tristan Gooley – autorytet w dziedzinie naturalnej nawigacji – zwraca uwagę, że smukłe topole włoskie, niczym wysokie, zielone maszty od dawna służą jako ”landmark trees”, sygnalizując obecność zabudowań, z początku niewidocznych z rzeki czy morza. Dlaczego więc podobna funkcja nie miałaby przypaść topoli kanadyjskiej? Rośnie wyjątkowo szybko, prześcigając oba gatunki rodzicielskie. Już po dekadzie sadzonka będzie sporym drzewem, które w niedługim czasie osiągnie trzydzieści (lub więcej) metrów wysokości.

Wysoko osadzona, zbudowana z ukośnie wzniesionych konarów korona mikoszewskiego drzewa jest obwieszona jemiołą, która zaczyna je osłabiać. Niestety, to typowa przypadłość sędziwych „kanadyjek”. Nie zmienia to jednak tego, że jest ona jednym z głównych bohaterów zielonej scenerii końcowego odcinka Wisły. Moim zdaniem jest to wystarczający powód, by rozważyć złożenie wniosku o objęcie jej pomnikową ochroną. Przy tej okazji dobrze byłoby nadać topoli imię – może odwołujące się do jakiejś kobiecej postaci sprzyjającej rybakom, żeglarzom lub czuwającej na straży? Jestem ciekawy, czy macie jakieś pomysły. Jeśli tak, wpisujcie je śmiało w komentarzach…