Na początku maja br. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej poinformował, że niemal trzy czwarte stacji hydrologicznych w Polsce znajduje się w strefie wody niskiej. Trudno jednak, aby było inaczej, skoro pierwsze miesiące roku przyniosły wyraźny deficyt opadów, a wiosenne deszcze – nawet jeśli występowały – miały raczej marginalne znaczenie.

Mapa ze strony Hydro IMGW-PIB, obrazująca sytuację hydrologiczną w zlewni Wisły od Wieprza do Narwi (stan na 9 maja br.). Strefa stanów niskich została zobrazowana czarnym kolorem.
Powyższy problem dotyczy również naszego podwórka (Warszawska Wisła). Wiem, o czym piszę, ponieważ we wtorek – 5 maja, zaliczyliśmy z Marcinem pierwsze w tym roku pełnoprawne brodzenie.
Wchodząc do wody, dowcipkowałem, że nieprzypadkowo mam na sobie T-shirt z wizerunkiem bizona. Śmiałem się, że ten gest pomoże mi zjednać sobie przychylność bytujących tu duchów turów, żubrów i krów. Nie wiedziałem jeszcze, że owo „zaklinanie” przyniesie namacalne efekty – podczas spaceru po odsłoniętym brzuchu Rzeki kilkakrotnie bowiem natknęliśmy się na fragmenty czaszek „rogacizny”.
Niska woda o tej porze roku to uzasadniony powód do niepokoju. Mimo to ciężko nie ulec pokusie, by choć na chwilę zapomnieć o troskach i po raz kolejny po prostu wejść w rolę rzecznego dziada, szperacza, włóczęgi…































































