Jaskółka zmian?

W ostatnim czasie sporo działo się w Parku Olszyna, a właściwie w zespole przyrodniczo-krajobrazowym, który znajduje się w jego południowej części. Mocno zdezelowany pas starego asfaltu, biegnący przez środek olchowego zadrzewienia zastąpiono schludną, ponad stupięćdziesięciometrową kładką. Nową ścieżkę wykonano z modrzewiowego drewna, w systemie podwieszanym, aby zminimalizować ingerencję w ten ciekawy przyrodniczo zakątek. Przy okazji ścięto też niektóre przepróchniałe drzewa i przerzedzono podszyt*.

Doszły mnie słuchy, że nowo powstała konstrukcja nie przypadła do gustu niektórym mieszkańcom okolicy, którzy martwili się o jej trwałość („drewno szybko zgnije, lub się zniszczy…”, „lepiej byłoby położyć betonową kostkę…”). Oczywiście, zawsze znajdzie się ktoś, kto patrzy na sprawy w taki sposób, jednak jest pewna kwestia, która stanowi autentyczny problem „Olszyny”, a która wydaje się umykać uwadze większości spacerowiczów.

Jak wiadomo, olchy nie są zbyt długowiecznymi drzewami. Te, które porastają teren zespołu są już w takim wieku (~80 lat), że niebawem zaczną naturalnie obumierać. O ile drewniana kładka przy odpowiedniej konserwacji wytrzyma ze dwadzieścia lat, a potem będzie ją można bezproblemowo wymienić, o tyle w przypadku wspomnianych drzew na ten moment raczej nie widać perspektyw, że luka po nich zostanie wypełniona przez ich potomków. Wystarczy rozejrzeć się dokoła, by stwierdzić, że olchowej młodzieży raczej się tu nie powodzi. Główną przyczyną (poza zbyt bujnym, zabierającym światło podszytem) może być zbytnie przesuszenie gleby**. Dawniej było tu rzeczne rozlewisko, które zapewniało optymalne warunki rozwoju dla wszelkiej wodolubnej roślinności. Dzisiaj, w wyniku różnych czynników, teren jest mocno odwodniony, a tutejszy zagajnik – tak niezwykły w miejskim krajobrazie – jest tylko cieniem dawnego olsu.

Podsumowując – dobrze, że w Zespole Przyrodniczo-Krajobrazowym „Olszyna” są inicjowane działania, których celem jest zmiana oblicza tego terenu na lepsze. Jednocześnie nie można zapominać, że nieuchronnie zbliża się czas, gdy trzeba będzie podjąć konkretne starania, by pojawiła się szansa na utrzymanie wyjątkowego charakteru tego miejsca. Wiąże się to nieodłącznie z zapewnieniem ciągłości pokoleniowej tutejszym olchom. Czy to może się udać? Nie wiem, ale na pewno warto tę kwestię nagłaśniać.

__

*Co do przerzedzania podszytu, to nie wiem, czy było to celowe działanie, czy raczej niezamierzony efekt uboczny, spowodowany wjazdem ciężkiego sprzętu;

**Olchy bardzo tego nie lubią.

Szczęście z bielańskich trawników

Ostatnio wciąż widuję nietypowe egzemplarze koniczyny czerwonej. Pisząc „nietypowe” mam na myśli posiadające dodatkowe listki. Według przesądów znalezienie czterolistnej koniczyny wiąże się z obfitością i szczęściem. Ja przedwczoraj, maszerując z Artkiem do żłobka, trafiłem na całą kępę pięciolistnej. Ziemio – Stara Szamanko, czy dajesz mi znaki?

__

W przypadku koniczyny białej, czterolistny okaz zdarza się raz na kilka tysięcy „zwykłych” roślin. U koniczyny czerwonej tego typu mutacje podobno są jeszcze rzadsze.

Kolorowe kałuże

Nasza Wisła to rzeka, która charakteryzuje się dużą zmiennością poziomu wody. Wynika to oczywiście z deszczowo-śnieżnego typu jej zasilania. Późnym latem występują niżówki, które w przypadku braku opadów mogą przeciągać się nawet do zimy. Gdy wody ubywa, we wszelkich zagłębieniach terenu, które jeszcze do niedawna stanowiły fragment dna rzeki, zaczynają powstawać błotniste kałuże. Co ciekawe, tu i ówdzie takie niewielkie zbiorniki z upływem czasu potrafią ciekawie się zabarwić.

Na fotografiach powyżej możecie zobaczyć ujście kanałku w sąsiedztwie Wybrzeża Gdyńskiego. Podczas pracy pogłębiarki, spływa nim woda z zakładu PIASKARZ S.A., zassana uprzednio wraz z piaskiem z dna rzeki. W dniu wykonania zdjęć zamiast strumyka zastałem tam nieregularną, pomarańczową kałużę. To, co możecie zobaczyć na zdjęciach jest efektem działania bakterii, które czerpią energię do życia z procesu utleniania rozpuszczonych w wodzie jonów żelaza (rzadziej manganu). Nie wiem, jaki dokładnie szczep drobnoustrojów doprowadził do uwiecznionej przeze mnie przemiany, jednak nie zmienia to faktu, że jej widoczne efekty są intrygujące…

Topolowe monstrum

Ale widziałem ostatnio czeczotę!

Czeczota to taka bulwiasta narośl, która powstaje w wyniku choroby drzewa. Takowe twory najczęściej są kojarzone z brzozami, ale mogą powstawać także na innych gatunkach drzew. Ta, której dotyczy ten post wykształciła się na pniu topoli szarej, rosnącej między blokami osiedla Marymont-Ruda.

Drewno czeczotowe to atrakcyjny materiał, z którego wyrabia się wszelkiej maści naczynia, rzeźby, rękojeści noży, lub fornir do produkcji mebli. Z tej, na którą trafiłem można by zrobić sporą wannę :). Zobaczcie sami, jaka jest ogromna.

Wrony, jak świnie

„K****, dziki jakieś?” Burknął pod nosem jakiś typ spod ciemnej gwiazdy, przechodząc koło „mrówkowca” przy Żeromskiego. Fakt – trawnik przed tym bloczyskiem z dnia na dzień przestał wyglądać wyjściowo, jednak nie stoi za tym żadna tajemnicza szajka dzikich świń.

Prawda może zaskoczyć – w mieście sprawcami takich zniszczeń najczęściej bywają wrony. Pod koniec lata gustują w tłustych pędrakach, w poszukiwaniu których nie cofną się przed wyrywaniem trawy z korzeniami. Gdy winowajcy odlecą, na zrytą ziemię wkroczą gawrony i kawki. Po zmroku na wywróconym do góry nogami trawniku do stołu może zasiąść też wygłodniały jeż…

14 września, rano

To jeden z tych dni, gdy nadwiślańska „dżungla” pachnie mułem i pokrzywami. Łobuz chmiel już dawno wspiął się na wysoką gałąź okazałej topoli. Na ziemi pająk – niby starzec bez domu – otula się ciepłą kołdrą pomiętego listowia.

Za chwilę będzie po lecie. Idąc odważnie w głąb lasu bądź zatem uważny i cichy. Niechaj nie mami Cię złudne lśnienie zielonego klejnotu wśród liści. To tylko okruchy rozbitej butelki po piwie.

Gdzieś tam, pod korą starego wiązu chrząszcz wygryza tajemne zaklęcie. Wsłuchując się w mowę rzeki, wypatruj wśród trawy i kurdybanku śladów po wygasłych ogniskach.