Szczęście z bielańskich trawników

Ostatnio wciąż widuję nietypowe egzemplarze koniczyny czerwonej. Pisząc „nietypowe” mam na myśli posiadające dodatkowe listki. Według przesądów znalezienie czterolistnej koniczyny wiąże się z obfitością i szczęściem. Ja przedwczoraj, maszerując z Artkiem do żłobka, trafiłem na całą kępę pięciolistnej. Ziemio – Stara Szamanko, czy dajesz mi znaki?

__

W przypadku koniczyny białej, czterolistny okaz zdarza się raz na kilka tysięcy „zwykłych” roślin. U koniczyny czerwonej tego typu mutacje podobno są jeszcze rzadsze.

Kolorowe kałuże

Nasza Wisła to rzeka, która charakteryzuje się dużą zmiennością poziomu wody. Wynika to oczywiście z deszczowo-śnieżnego typu jej zasilania. Późnym latem występują niżówki, które w przypadku braku opadów mogą przeciągać się nawet do zimy. Gdy wody ubywa, we wszelkich zagłębieniach terenu, które jeszcze do niedawna stanowiły fragment dna rzeki, zaczynają powstawać błotniste kałuże. Co ciekawe, tu i ówdzie takie niewielkie zbiorniki z upływem czasu potrafią ciekawie się zabarwić.

Na fotografiach powyżej możecie zobaczyć ujście kanałku w sąsiedztwie Wybrzeża Gdyńskiego. Podczas pracy pogłębiarki, spływa nim woda z zakładu PIASKARZ S.A., zassana uprzednio wraz z piaskiem z dna rzeki. W dniu wykonania zdjęć zamiast strumyka zastałem tam nieregularną, pomarańczową kałużę. Nie wiem, co dokładnie odpowiada za tę konkretną przemianę*, jednak nie zmienia to faktu, że jej widoczne efekty są intrygujące.

__

*Intuicja podpowiada mi hipotezę, że zmiana koloru może wiązać się ze wzrostem stężenia związków żelaza, lub rozwojem jakichś mikroorganizmów, jednak są to tylko moje niesprawdzone przypuszczenia.

21 października, ósma rano

Coraz częściej podnoszą się zimne jesienne mgły. Drzewa systematycznie zrzucają z siebie wierzchnią szatę liści. W jakiś nie do końca jasny sposób wyczuwają, że nadszedł czas, by rozpocząć pogrążanie się w letargu. Wędrując wzdłuż brzegu Rzeki, od czasu do czasu grzęznę butem w błocie. Słychać furkot skrzydeł, kwakanie i odgłos siadania na wodzie. We mgle przesuwają się sylwetki kaczek – niewyraźne i bezbarwne niby cienie ukochanych zmarłych.

Grabieją mi ręce, poranny chłód kąsa małżowiny uszu. Popatrz tutaj – w płytkiej wodzie leży szary stożkowaty głaz, obok którego ktoś wbił w muł dwa grube, wierzbowe kije. Między nimi drga pasmo pajęczyny, rozpięte niczym sznur modlitewny nad ołtarzem rzecznego boga. Wszystko się zgadza – tuż obok złożono nawet wotywne dary. Ciało myszy polnej, skupisko ciemnych muszli racicznic, kręgosłup ryby. Od czasu do czasu słychać pianie koguta za rzeką i jest to jedyny znak, po którym można domyślać się, że istnieje coś więcej niż tylko ta strona Rzeki. Prawdą jest, że jesień to czas zamierania. Taki jest właśnie porządek rzeczy, jednak wyjawię Ci tajemnicę – w przyrodzie nie ma śmierci. To koło kręci się zupełnie inaczej…

DSC04765

Jesień. Wiślane nabrzeże spowite kłębami porannej mgły.