Jesienny lot nad „Marzanną” i kolejna lekcja przemijania

Jesień. Robi się ponuro i chłodno, a moje myśli niczym kruki, kołują wokół „Marzanny„. W tym roku bywałem w Grudziądzu wyjątkowo rzadko, stąd też nie miałem okazji jej zbyt często widywać. Szczęśliwie, od czasu do czasu, mogę pozwolić sobie na luksus spojrzenia na nią cudzymi oczami.

Nocą, szesnastego października, obejrzałem fotografie i niesamowity film, wykonane przy użyciu drona przez „ARTIDRON Photography”.

Wspomniane materiały pozwalają zobaczyć – niejako z orlej perspektywy – fenomenalny nadrzeczny krajobraz Basenu Grudziądzkiego, ale przede wszystkim stanowią cenny materiał dokumentujący postępujące zamieranie naszej wyjątkowej sokory. Staruszka wciąż stoi na straży wiślanego brzegu, ale nie da się ukryć, że jej sylwetka zmieniła się od czasu, kiedy byłem pod nią ostatnio. Tegoroczne wichury oraz gwałtowne burze przetaczające się przez okolicę dały jej się mocno we znaki. Z rozczapierzonej, pierwotnie dość nisko osadzonej korony ostał się tylko jeden przewodni konar (najgrubszy i najbardziej pionowy). Pozostałe – aktualnie wyłamane – leżą u podstawy drzewa, opierając się o jego masywną bryłę korzeniową. W okrytym szarawą korą pniu zieje przepastna, próchniejąca wyrwa, której dno – pełne wilgotnego murszu, zaczynają porastać ziołorośla.

Po obejrzeniu filmu, długo nie mogłem zasnąć. Wpadłem w krąg myśli o przemijaniu. Samolubnie pragnąłbym, żeby topola, którą znam od dzieciństwa trwała jak najdłużej, ale wiem, że czas i natura są nieubłagane. Obserwując, jak jej stan się sukcesywnie pogarsza, czuję smutek, podobny do tego, który towarzyszy byciu świadkiem starzenia się bliskiej osoby. Patrzenie na utratę sił i postępujące zniedołężnienie jest przygnębiające, ale jednocześnie odczuwa się ciche uznanie dla przeszłości i ciepło wspomnień.

„Marzanna” zdaje się z godnością przyjmować swój los. Rozciągnięty w czasie proces jej umierania nie jest spektakularny. Przeciwnie – wydaje się, jakby świadomie wybrała, by odchodzić niespiesznie. W zgodzie z rytmem natury powoli tworzy przestrzeń dla nowego życia. Tracąc kolejne gałęzie i konary, niejako rozbiera się do snu. Rozmywa się w krajobrazie, który przez lata zdobiła, łagodnie osuwając się w ciszę. W jej uroczystym przemijaniu, sękatych, zniszczonych konarach i sponiewieranej sylwetce jest coś poruszającego. To mądrość czasu. Myślę, że można poczuć ją stając w jej cieniu, wsłuchując się w szum Wisły grającej na kamieniach u jej stóp i chrapliwe głosy wędrujących gęsi.

Odchodzenie sędziwej topoli jest dla mnie lekcją. W naturze nie ma wstydu w starości, ani rozpaczy w śmierci. Jest za to miejsce na godność i akceptację przemijania. Gdy grudziądzka sokora o wyjątkowym pokroju wreszcie upadnie, nie przepadnie bez śladu. Powróci do kręgu życia, dając szansę na życie innym istotom. Oglądanie jej na ostatniej prostej istnienia przypomina mi o cyklach natury – o odwiecznym rytmie narodzin i odchodzenia. W umieraniu drzewa jest bowiem coś więcej niż tylko smutny finał. Można dostrzec w nim także piękno – przypomnienie o nieustannym procesie odnowy…

Warszawa, 26 września

Tegoroczny wrzesień dobiega końca pod znakiem nieprzeciętnie ciepłej aury. Na Ochocie ponownie zakwitły niektóre zmasakrowane przez szrotówka kasztanowce. W zasadzie nic w tym dziwnego, wszak żeby przetrwać, trzeba chwytać się każdego sposobu…

„Marzanna” z powietrza (12 listopada)

Cześć! Dzisiaj mam przyjemność podzielić się z Wami serią wspaniałych fotografii „Marzanny”, wykonanych przez ARTI DRON & PHOTO.

Jesień to dobry czas na portretowanie tej przedziwnej grudziądzkiej topoli. Jej pozbawiona liści sylwetka wespół z przebarwiającymi się drzewami grądu zboczowego, porastającego stromiznę Kępy Strzemięcińskiej, tworzy niezwykle malowniczą kompozycję. Wokół drzewa feeria ciepłych barw – istny festiwal kolorów…

Grudziądz, końcówka października

W ubiegłym tygodniu udało mi się wygospodarować trochę czasu i wyskoczyć do Grudziądza na kilka dni. Przy okazji zajrzałem do niedawno otwartego Muzeum Handlu Wiślanego FLIS (polecam), mającego siedzibę w jednym ze średniowiecznych spichlerzy, z których słynie miasto. Wiadomo – nie mogłem też nie skorzystać ze sposobności złożenia kolejnej wizyty monumentalnej topoli czarnej, rosnącej przy Cytadeli. Miałem nadzieję, że tym razem uda mi się sportretować ją w całej okazałości. Niestety, wciąż nie było to możliwe. Wyjątkowo wysokie temperatury panujące tej jesieni spowodowały, że tegoroczny okres wegetacyjny wydłużył się o prawie miesiąc (!) i sylwetkę sokory nadal przesłaniały ulistnione gałęzie okolicznych krzewów oraz drzew. Spędziwszy trochę czasu w towarzystwie tej topolowej matrony, przyszło mi na myśl, że jej mroczna aparycja oraz rozmiary sprawiają, iż może kojarzyć się ona z sienkiewiczowską Horpyną. Co ciekawe, rosła wiedźma z powieści „Ogniem i mieczem„, wieszcząca z koła młyńskiego, mieszkała w „Czarcim Jarze”. W pobliżu naszego drzewa – idąc na północ – także można znaleźć coś w rodzaju jaru. Biegnie on ku Wiśle stromym zboczem Kępy Fortecznej i płynie nim (okresowo?) niewielki ciek wodny. W przypadku, gdyby nazwy drzewa zaproponowane we wniosku o objęcie go pomnikową ochroną nie przyjęły się, to „Horpyna” mogłaby stanowić atrakcyjną, nieobojętną dla wyobraźni alternatywę.

Aura raczej nie sprzyjała wędrówkom po lesie (siąpił nieprzyjemny deszcz), ale nie odwiodło mnie to od przeprowadzenia małego rekonesansu zbocza Kępy Fortecznej. W drodze powrotnej moją uwagę zwróciły liczne lisie nory, lipa drobnolistna o intrygującym pokroju oraz pewien okazały jesion.

Odwiedziny u sokory spod grudziądzkiej Cytadeli (27 października br.) i fotografia intrygująco rozgałęzionej lipy drobnolistnej (ostatnie zdjęcie), rosnącej w Lesie Garnizonowym na Kępie Fortecznej.

Tymczasem, po przeciwnej stronie miasta, u stóp drugiej z kęp, między którymi pierwotnie usytuowany był Grudziądz, moja Marzanna wciąż trwa, dumnie eksponując swoją okaleczoną, ale jakże niesamowitą sylwetkę. Czasem, gdy studiuję szczegóły jej postaci, zastanawiam się, czy mieszkańcy pobliskiego osiedla biorą w ogóle pod uwagę, że mają pod nosem jedno z najdziwniejszych krajowych drzew. Sebastian Czeremcha (pozdrowienia) – autor m. in. bloga „Szepty Kniei” (LINK), określił ją mianem dostojnej królowej na tronie powstałym z historii jej próchna. Na zdjęciach obrazujących jej masywne, spływające ku Wiśle, splątane napływy korzeniowe dostrzegł twarze, istoty i stwory. Wśród nich były smok, ośmiornica, czy gnomy grające na trąbkach. Według Sebastiana, Marzanna niesie, jakieś przesłanie od tych swoistych leśnych skrzatów, które strzegą jej przestrzeni. Twierdzi on, że wyjątkowo licznie zgromadziły się wokół drzewa. Czasem straszą, innym razem psocą, ale z natury są dobre.

Faktem jest, że niecodzienna fizjonomia tej topoli potrafi działać na wyobraźnię – zwłaszcza, jeżeli obserwator jest osobą wysoce wrażliwą. Wiem o tym od czasów mojego wczesnego dzieciństwa 🙂 Teraz, wiele lat później – mimo ograniczonych zasięgów tego bloga i moich zdolności pisarskich – staram się pokazywać ją światu, wziąwszy na siebie rolę jednego z jej kronikarzy i orędowników. Niestety, kondycja Marzanny stale pogarsza się. Osobiście, szczególnie niepokoi mnie paskudne uszkodzenie pnia, będące skutkiem wyłamania jednego z potężnych, nisko osadzonych konarów. Feralne miejsce coraz bardziej próchnieje i aktualnie ma postać wielkiej, ziejącej jamy (z jej krawędzi wyrastają korzenie przybyszowe), która niebawem będzie w stanie pomieścić dorosłą osobę. Pośrednim dowodem na postęp rozkładu jest również to, że spory czerwonawy otoczak, tkwiący w splotach jej korzeni, niedawno zapadł się do wnętrza i teraz umiejscowiony jest dużo niżej. Nie ulega wątpliwości, że czas gra na szkodę drzewa, ale z drugiej strony, warto mieć na uwadze, że przemijanie wpisane jest w życie każdej istoty. Marzanna daje nam lekcję odchodzenia, ale jednocześnie wydaje się mieć w sobie jakiś pierwiastek buntu, który – wbrew przeciwnościom – pomaga jej ciągle trwać…

Topola Marzanna i kadry „strzelone” na wysokości Kępy Strzemięcińskiej (na jednym ze zdjęć widać odchody wydry); 26-29 października 2023 roku.

Warszawski świt, 15 października

Tegoroczny październik jest zaskakująco ciepły, ale aura niebawem powinna się zmienić (ku Polsce sunie potężny niż). Tymczasem, w stołecznej Wiśle wciąż niska woda. Warszawski świt zastał nas wśród łysych łbów polodowcowych głazów, vis-a-vis żerańskiej elektrociepłowni. Dzisiaj nie jestem w pisarskim nastroju, ale nie widzę przeszkód, by podzielić się z Wami zbiorem kilkunastu nadrzecznych „migawek”…

„Światowy Dzień Drzewa” / garść topolowych wieści

Serwus! Dziesiątego października to „Światowy Dzień Drzewa”. Celem tej inicjatywy jest zwrócenie uwagi społeczeństwa na rolę drzew dla funkcjonowania naszej planety. Obecnie intensywnie wylesiamy Ziemię, nierzadko odsuwając od siebie myśl, iż bez roślin drzewiastych nie przetrwalibyśmy zbyt długo. Biorąc pod uwagę wyłącznie podstawowe kwestie, to uczestnicząc w szeregu naturalnych procesów produkują one tlen i pożywienie, regulują lokalny klimat, oczyszczają wodę, zapobiegają erozji gleby oraz stanowią dom dla nieprzebranej liczby istnień. Myśląc o drzewach, które nas otaczają warto o tym pamiętać.

Korzystając ze sposobności, chciałbym podzielić się z Wami garścią dobrych wieści, dotyczących trzech „moich” drzew.

Siódmego października w Warszawie, na łąkach golędzinowskich odbył się Piknik Dendrologiczny. Oprócz innych wydarzeń z nim związanych, w pawilonie edukacyjnym „Kamień” zaprezentowano zdjęcia drzew, które zakwalifikowały się do finału konkursu na „Warszawskie Drzewo Roku„. Wśród trzynastu osobników, reprezentujących poszczególne dzielnice Stolicy (prawie połowę stanowiły dęby szypułkowe) znalazło się też drzewo, które już znacie. Topola „Piastunka” reprezentuje Bielany, ale nieformalnie występuje także w imieniu wszystkich warszawskich topoli. Co ciekawe, do konkursu zgłosiłem ją jako topolę holenderską (Populus xcanadensis 'Marilandica’; taką „etykietę” pierwotnie przypiął jej jeden z topolowych ekspertów poproszonych przeze mnie o opinię), i ku mojemu zdziwieniu warszawscy dendrolodzy po przeprowadzeniu oględzin w terenie stwierdzili, że jest ona rodzimą topolą czarną. To świetne wieści. Co do błędnego oznaczenia, to jeżeli chodzi o systematykę rodzaju Populus, rozpoznawanie poszczególnych gatunków i kultywarów bywa karkołomnym zadaniem. Wynika to z dużej zmienności morfologicznej w obrębie rodzaju, gatunku, jak również pomiędzy poszczególnymi osobnikami. Sprawę dodatkowo komplikuje występowanie mieszańców.

Piękna fotografia autorstwa p. Krzysztofa Babickiego, prezentująca sylwetkę „Piastunki” na potrzeby tegorocznej edycji konkursu „Warszawskie Drzewo Roku” [źródło].

Pozostałe wiadomości dotyczą dwóch grudziądzkich sokor znad Wisły, którym szczególnie kibicuję. Na początku tego miesiąca zostałem poinformowany, że znacznik poświęcony „Marzannie” na mapach Google, kliknęło ponad 200 000 osób (!). To znakomity wynik (liczba ta ponad dwukrotnie przewyższa liczbę mieszkańców Grudziądza), pokazujący, że ta topola o unikalnym pokroju cieszy się sporym zainteresowaniem i wciąż zyskuje na uwadze.

Topola „Marzanna” (w środku kadru), uwieczniona z powietrza latem tego roku (zdjęcie publikuję dzięki uprzejmości „ARTI DRON & PHOTO”).

Ponadto, niespodziewanie szybko otrzymałem odpowiedź na moje sierpniowe pismo, kierowane do Prezydenta Grudziądza z prośbą o objęcie topoli spod Cytadeli (aktualnie najgrubsza znana topola w Polsce) pomnikową ochroną, w którym poinformowano mnie, że „(…) tut. Organ przeprowadzi procedurę ustanowienia w/w drzewa pomnikiem przyrody„. Po raz kolejny przekonałem się zatem, że warto aktywnie działać na rzecz ochrony nadwiślańskiej przyrody, do czego i Was gorąco zachęcam. Wciąż zdarzają się decydenci otwarci na oddolne inicjatywy, czego najlepszym przykładem są przedstawiciele grudziądzkiego magistratu. Jakiś czas temu Grudziądz otrzymał nowe hasło promocyjne. Brzmi ono „Grudziądz – Miasto Otwarte” i na przykładzie moich doświadczeń widzę, że może być ono realizowane w praktyce… Jeżeli i Wam nieobojętny jest los naszych rodzimych topoli, trzymajcie proszę kciuki za pomyślny finał tej sprawy.

—

PS. Jeśli chcecie, możecie wesprzeć „Piastunkę” w tegorocznej edycji konkursu „Warszawskie Drzewo Roku” i oddać na nią swój głos (LINK). Rozpropagowanie wiedzy o jej istnieniu, docelowo może zwiększyć szanse na ustanowienie jej pomnikiem przyrody (wniosek w tej sprawie został złożony przeze mnie w ubiegłym roku i jest nadal rozpatrywany).